Zapisz się do newslettera i otrzymaj 10% zniżki na pierwsze zakupy
Duende Muses: Agata Strzelecka-Janicka. O sile pereł, lekcji odpuszczania i pięknie prostego życia
W kolejnej odsłonie cyklu „Duende Muses” spotykamy się z Agatą Strzelecką-Janicką, założycielką marki Stag Warsaw. Agata od dekady tworzy biżuterię, która staje się osobistym zapisem ludzkich historii, od kilku lat płynnie łącząc pasję do projektowania z macierzyństwem. Jak w wirze wychowania dwójki dzieci i prowadzenia wymagającej marki modowej znaleźć przestrzeń na oddech? Agata udowadnia, że „romantyzowanie codzienności” to nie ucieczka od rzeczywistości, ale sztuka dostrzegania piękna w codziennym chaosie – kawiarnianym gwarze, niespiesznych spacerach i chwilach spędzonych z najbliższymi. Rozmawiamy o dekadzie budowania własnej marki, lekcjach płynących z macierzyństwa i niezwykłej sile ukrytej w perłach.
Stag Warsaw istnieje na rynku już od dekady. Dziesięć lat prowadzenia autorskiej marki to piękna, ale też wymagająca droga. Kiedy patrzysz na swoje pierwsze projekty z perspektywy czasu, co czujesz? Jak przez ten czas się zmieniłaś jako projektantka i bizneswoman?
Kiedy myślę, że już od 10 lat prowadzę markę Stag Warsaw, sama nie wierzę, jak szybko płynie czas. Moje projekty bardzo się zmieniły na przestrzeni lat. Zaczynałam od prostych form, by ostatecznie przejść do własnych, unikatowych odlewów czy kamieni szlachetnych. Moim znakiem rozpoznawczym niezmiennie pozostają jednak perły, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia i zakochuję się coraz bardziej z każdym nowym projektem.
Wszystkiego uczyłam się sama, popełniając po drodze wiele błędów. Prowadzenie marki modowej to wymagająca praca – wielozadaniowa i niezwykle nieprzewidywalna. Bardzo dobrze czuję się w procesach kreatywnych, wizerunkowych i estetycznych. To ta czysto biznesowa strona, ogarnianie firmy przez pryzmat liczb, jest dla mnie najtrudniejsze i to jest rzecz, nad którą zdecydowanie chcę jeszcze popracować. Wspaniałe jest też to, że od kilku lat jest ze mną niewielki zespół, który wspiera mnie w działaniach reklamowych. Nie wyobrażam sobie teraz powrotu do czasów, gdy wszystko robiłam w pojedynkę.
Twoje projekty to esencja nowoczesnego romantyzmu – królują w nich naturalne perły, złoto i srebro. Perła to wyjątkowy, organiczny kamień, który reaguje na ciepło skóry, zmienia się i "żyje" razem z osobą, która go nosi. Czym jest dla Ciebie biżuteria? Czy traktujesz ją jako rodzaj codziennego pancerza, czy raczej subtelną dekorację chwil?
Biżuteria jest dla mnie tak samo ważnym elementem garderoby jak ubranie czy torebka. Potrafi nadać charakter nawet najprostszej stylizacji. Perła ma w sobie mnóstwo uroku i faktycznie „żyje” razem z noszącą ją osobą. Nie ma dwóch identycznych egzemplarzy i to właśnie czyni ją wyjątkową. Pozwala nam to na tworzenie swego rodzaju unikatów, nawet w obrębie tego samego modelu biżuterii.

Metale szlachetne pięknie podkreślają też typ urody i odcień skóry. Uważam, że biżuteria bardzo wiele mówi o człowieku – od razu widać, czy masz do czynienia z minimalistką, czy z królową przepychu.
Od kilku lat sprawdzasz się w nowej, prawdopodobnie najbardziej wymagającej roli – jesteś mamą dwójki dzieci. Macierzyństwo często redefiniuje nasze poczucie czasu i priorytety. Jak narodziny dzieci wpłynęły na Twoją dynamikę pracy i czy bycie mamą zmieniło Twoją wrażliwość artystyczną?
Pojawienie się dzieci wywróciło całe moje życie i pracę do góry nogami. Trudniej było przy pierwszym dziecku, mojej córce Helenie – nie wiedziałam wtedy, na co się piszę, łącząc to z prowadzeniem firmy. Teraz, przy drugim dziecku, synku Bruno, nauczyłam się już przyjmować pomoc i opanowałam logistykę do perfekcji. Mówi się, że do wychowania dzieci potrzebna jest cała wioska i zgadzam się z tym stwierdzeniem w stu procentach.
Jednocześnie bardzo pilnuję czasu, który spędzam z dziećmi – jestem wtedy dla nich na 100% i uwielbiam te chwile. Nauczyłam się też odpuszczać i nie gonić już tak szaleńczo za perfekcją, jak miałam to w zwyczaju. Kiedy jesteś mamą, im szybciej pogodzisz się z tym, że wiele zadań nie będzie zrobionych idealnie tak, jak sobie to zaplanowałaś, tym szybciej zaczniesz czerpać prawdziwą przyjemność z macierzyństwa. Kocham być mamą, ale uwielbiam też swoją pracę i myślę, że posiadanie tej własnej odskoczni pozwala mi zachować życiowy balans. Co do wrażliwości artystycznej – to dla mnie po prostu umiejętność znajdowania piękna w różnych momentach, miejscach i sytuacjach. To się po prostu czuje, od zawsze patrzyłam na świat nieco inaczej. Inspirację do tworzenia potrafię znaleźć wszędzie.
Naszym mottem w Duende jest „romantyzowanie codzienności”. Przy dwójce dzieci i prężnie działającym biznesie, dni potrafią być intensywne i pełne logistycznych wyzwań. Gdzie w tym wszystkim znajdujesz przestrzeń na łapanie oddechu? Masz swoje małe, nienaruszalne rytuały, które pozwalają Ci dostrzec magię w codziennym chaosie?
Dla mnie łapanie oddechu to właśnie moje rytuały. Od tych prostych, wieczornych, związanych z pielęgnacją – kocham kosmetyki i ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że jestem absolutnym kosmetycznym freakiem. Dodatkowo zawsze pilnuję swoich treningów pilatesu, który ćwiczę od kilku lat. Przynajmniej dwa razy w tygodniu jestem na zajęciach i nigdy ich nie odwołuję. Ostatnio udało mi się też wyrwać na wspaniały masaż relaksujący w mojej okolicy. Dzięki dzieciom dużo spaceruję i spędzam ogromną ilość czasu na świeżym powietrzu, co również wspaniale robi mi na głowę.
Biżuteria ma w sobie coś z talizmanu. Bardzo często kupujemy ją, by upamiętnić ważne momenty, a potem przekazujemy z pokolenia na pokolenie. Czy projektując nowy naszyjnik czy kolczyki, myślisz o tym, że Twoje rzeczy będą kiedyś opowiadać historię czyjegoś życia? Czy masz w swojej prywatnej kolekcji taki element, który ma dla Ciebie największą wartość emocjonalną?

Często zastanawiam się, jaka będzie historia stworzonej przeze mnie biżuterii. Szczególnie klientki, które wybierają u nas kolczyki ślubne, chętnie wspominają, że przekażą je potem córce. Bardzo mnie to rozczula. Sama mam w kolekcji modele, które odkładam z myślą o mojej Helence – zwłaszcza te z kamieniami szlachetnymi: moje kolczyki z perłami, pierścionek vintage z cytrynem czy piękny naszyjnik o splocie królewskim.
Wierzę w moc kamieni, które dają przekazywanej biżuterii dodatkową, intencjonalną wartość. Pierwsze w swoim życiu perły dostałam od męża, jeszcze zanim w ogóle zaczęłam tworzyć biżuterię. Dziś jestem kojarzona właśnie z projektów z perłami. Czy to przypadek? Nie sądzę, one naprawdę mają moc.
Świętowałaś już okrągły jubileusz marki, stworzyłaś piękną rodzinę i stabilny biznes. Co jest teraz na Twojej osobistej i zawodowej mapie marzeń? Jakie plany i kierunki rozwoju ekscytują Cię najbardziej, kiedy myślisz o przyszłości Stag Warsaw?
Świętowanie jubileuszu właściwie dopiero przed nami – z okazji 10-lecia bardzo chciałabym zaprosić nasze klientki na wyjątkowe wydarzenie. Jeśli chodzi o mapę marzeń, to nie lubię ich zdradzać, dopóki się nie spełnią. Kiedyś moim wielkim marzeniem było stworzenie torebki i udało mi się pod marką Stag zaprojektować jeden model, a po cichu marzą mi się kolejne. W głębi serca zawsze chciałam też stworzyć kolekcję ubrań – to na pewno byłby ekscytujący proces, bo szalenie kocham modę. A osobiste marzenia? Na razie pozostawię je tylko dla siebie.
Na koniec wyobraź sobie idealny, niespieszny dzień w duchu Duende. Masz na sobie ulubioną biżuterię ze swojej pracowni. Gdzie jesteś, co robiś i jaki zapach unosi się w powietrzu?
Idealny, niespieszny dzień spędziłabym pewnie z moją rodziną we Włoszech – w Toskanii albo nad którymś z pięknych jezior, na przykład Como. Kocham ten kraj, a podziwianie spójnej architektury i samo przebywanie pośród piękna zawsze napawa mnie ogromną radością. W powietrzu unosi się zapach pysznej, włoskiej kawy, którą właśnie podają mi do stolika.
Jestem osobą, która potrafi odnajdywać radość i piękno w najprostszych czynnościach: we wspólnym słuchaniu muzyki, w kawiarnianym gwarze ulicy, w niespieszny poranku. Proste życie i najbliższe mi osoby – to są rzeczy, które z biegiem czasu doceniam coraz mocniej.



